Zacznij od siebie czyli kim jest terapeuta GPS….

Częstym dylematem terapeutów pracujących w nurcie rozwojowym z dziećmi z autyzmem jest to JAK mówić o tym co robią. Jak rozmawiać z rodzicami i innymi terapeutami, by przekazać esencję tego co robimy. Jest to trudne między innymi dlatego, że bardzo często, szczególnie na początku terapii, nie robimy zbyt wiele. Co nie znaczy, że na naszych sesjach nie dzieje się dużo. To jest sedno  naszego podejścia. W tym sposobie pracy mniej znaczy więcej.

Terapeuci pytają, kim ja właściwie jestem i co tak innego jest w tym co robię z dziećmi? W tym artykule spróbuję określić jak ja to rozumiem.

Pracując z terapeutami widzę, ze przechodzą oni często bardzo podobną drogę. Zaczyna się od fascynacji, miłości do ludzi i przekonania, że ich entuzjazm uzdrawia. Potem przychodzi okres czytania i uczenia się na pamięć wszystkich książek świata dotyczących terapii dzieci W tzw. „międzyczasie” robi się tysiące kursów, szkoleń, warsztatów, 5 specjalizacji na studiach. Praktyki i wolontariaty wszędzie. Później szuka się skutecznych metod i technik. Zbiera się je i doskonali. Pracuje się dużo, często ponad miarę, przez co przestaje się być w pełni skupionym na dziecku.  Aż do zderzenia ze ścianą, kiedy zaczynamy NAPRAWDĘ rozumieć, że techniki to nie wszystko. Kiedy dochodzimy do momentu, że dodawanie czegokolwiek już niczego nie zmienia. Dawne strategie nie działają. A my mamy coraz mniej sił i chęci do działania. I wtedy zaczynamy widzieć, ze wiedza nie wystarcza. Że trzeba się nauczyć z niej świadomie rezygnować, zawieszać ją w kontakcie z drugim człowiekiem. Żeby móc zobaczyć jego, a nie nasze wyobrażenia o nim.

Zazwyczaj na początek rezygnujemy z nadmiernych oczekiwań, wobec dziecka, jego rodziny i wobec samego siebie. Później z pośpiechu i wyznaczania nowych celów co chwilę. Zaczynamy prawdziwie celebrować każdy sukces i rozumieć jego znaczenie. Zaczynamy przyglądać się sobie, naszym emocjom, przekonaniom. Dajemy sobie zgodę na przerwę, która jest częścią cyklu. Wtedy okazuje się, że w procesach terapeutycznych, w których widzieliśmy zastój, nagle coś rusza. Rzeczy wydarzają się szybciej, płynniej.

Prezentacja1Od tego momentu nie uczymy się już technik. Zaczynamy czuć, że  nadszedł czas na pogłębianie świadomości i pracę nad samym sobą. I zaskoczeni jesteśmy tym, jak bardzo przekłada się to na jakość naszego bycia z dziećmi. Zaczynamy bardziej widzieć innych. Słuchać tego co mają do powiedzenia. Potrzebujemy konsultować, to co wydarza się na sesjach i dzielić się doświadczeniami. Poznanie czyjejś perspektywy staje się nieodzownym elementem pracy. Nie chcemy być już samotną wyspą, potrzebujemy zespołu.

Jedną z ważniejszych wskazówek jaką dostałam na swojej drodze terapeuty dziecięcego są słowa profesor Olechnowicz:

„Mnie się wydaje, że terapeuta powinien mieć wiedzę, ale trzymać ją z tyłu głowy w momencie kiedy prowadzi terapię. I patrzeć co się dzieje tu i teraz.”

Właśnie to bycie w teraz jest najważniejszą „techniką” . Jej uczymy się całe życie.  Terapeuta, który pracuje w teraz, nie skupia się na obsługiwaniu własnego wizerunku „dobrego terapeuty”. To w ogóle nie ma znaczenia, bo doskonale wie, że nie wie nic o dziecku, dopóki nie wejdzie z nim w relację. A będąc w relacji, nie chodzi o to żeby pokazać co ja potrafię, bo wtedy nie mamy szansy się spotkać. I zobaczyć co się wydarza w tym małym człowieku. Zrozumieć jego proces i pomóc. Odczytać sygnały, które nam wysyła, w których zawarte jest wszystko czego potrzebuje, żeby się rozwijać.

  Jeśli będziemy wystarczająco uważni, dziecko nas poprowadzi. A my wypełnimy swoją rolę „wspieracza” jego procesu autoterapeutycznego. Ale by umieć odczytywać czyjeś subtelne sygnały komunikacyjne trzeba najpierw być bardzo świadomym sygnałów, które wysyłamy my sami. Które wysyła nam nasze ciało. Musimy być świadomi własnych motywacji, emocji, możliwości, granic. Jednym słowem naukę najważniejszej techniki, jaką jest UWAŻNOŚĆ, zacząć trzeba od siebie. I tutaj zaczyna się dogra terapeuty.

Małgorzata Michaluk

Instruktor Growth trough Play System ( st. 3)